|
Blog > Komentarze do wpisu
Zmiany, zmiany, zmiany...Pamiętam, jak kiedyś uważałam, że zmiany nie są dobre. "Ale się zmieniłaś" - mówi się dawno nie widzianej koleżance i - jeśli nie dotyczy to nowej fryzury - zwykle jest to zarzut. Pretensje. Zmiana na gorsze. Bałam się zmian w swoim otoczeniu i swoim życiu, a najbardziej tych w sobie. Dlatego zmiana kierunku studiów, choć jak najbardziej słuszna, była tak bolesną decyzją. Dlatego tak ciężko było mi przyznać się nawet sama przed sobą do pogańskiego światopoglądu. A teraz przede wszystkim zmienił się mój sposób postrzegania zmian ;) Zaczęło się od takich drobiazgów. Wróciłam do naturalnego koloru, zapuściłam włosy i całkiem niedawno zaczęłam nosić warkocze, zwykłe i dobierane, w różnych wariantach, w jakich uda mi się je stworzyć. Zmieniłam sposób malowania się, popielate cienie zamieniłam na cieliste, bronzer na róż, dodałam eyeliner i odkryłam, że mój typ urody wcale nie jest "mysi", ale typowo słowiański. Polubiłam swoje odbicie w lustrze i nawet już nie pamiętam połowy swoich kompleksów :) Jako, że wszystko co dzieje się w naszym życiu jest jednocześnie skutkiem czegoś i przyczyną czegoś innego, dzięki tym drobiazgom widzę teraz jak zmieniam się wewnętrznie. Częściej chodzę uśmiechnięta, a moja chorobliwa nieśmiałość ujawnia się już tylko w skrajnych przypadkach. Jestem bardziej pewna siebie, wyzbyłam się strachu przed tym, że ktoś "lepszy" zajmie kiedyś moje miejsce w sercu Dominika. Swojego czasu byłam bardzo zazdrosna, a za tym wszystkim krył się ogromny strach przed konfrontacją z jakąkolwiek osobą, od której mogłabym okazać się gorsza. Tymczasem zaakceptowanie i poznanie jego koleżanek ze studiów, choć początkowo tak przerażało, okazało się bardzo pozytywnym doświadczeniem, a ja czuję się silniejsza i bogatsza o poznanie kolejnych wartościowych ludzi. Ostatnio bardziej pozytywnie odbieram swoje życie i jestem otwarta na zmiany, które są potrzebne i które tak naprawdę teraz dopiero kształtują moją prawdziwą osobowość. Myślę, że teraz właśnie przyszedł czas na największa, najbardziej radykalną zmianę w moim światopoglądzie i stylu życia. Natrafiłam ostatnio na kilka artykułów, które wstrząsnęły moim światopoglądem. Tak mi się zdawało. Po przemyśleniu jednak uświadomiłam sobie, że wnioski, do których doszłam wynikają bezpośrednio z innych moich poglądów. Przede wszystkim jest to negacja antropocentryzmu. Uważam i gdzieś w głębi zawsze uważałam, że człowiek nie jest najważniejszy we wszechświecie, że nie jest i wręcz nie może być jego panem. Jest równie ważny jak zwierzęta i cała przyroda, jest zaledwie częścią większej całości. Tak, to pogański światopogląd, lecz był mi bliski już zanim w ogóle dowiedziałam się o czymś takim jak neopogaństwo. Jakoś pod koniec szkoły podstawowej zapragnęłam zostać wegetarianką. Brzydziło mnie mięso, niejednokrotnie płakałam nad talerzem i mówiłam, że nie jadam przyjaciół. Rodzice jednak, bardziej groźbą niż prośbą, dopilnowali, aby przestrzegała "prawidłowej" diety. Z czasem odpuściłam, przyzwyczaiłam się, zapomniałam i w końcu nawet polubiłam część mięsnych potraw, których - przyznaję - będzie mi trochę szkoda. Mam nadzieję, że tylko przez jakiś czas. Teraz na nowo otworzyły mi się oczy i na szczęście nie jestem już podatną na manipulację nastolatką. Wybieram wegetarianizm. Wiem, że nie mogę jeszcze powiedzieć o sobie, że "jestem wegetarianką", jednak wolę to niż powiedzieć, że nią zostanę w od jutra, które zawsze można przesunąć na kolejne "jutro". Powody? Etyczne, ideologiczne, ekologiczne, ekonomiczne, zdrowotne. Będę o tym pisać od czasu do czasu, żeby ci, którzy czytają tego bloga, mogli zrozumieć mój światopogląd, moje decyzje i ich motywy. Kiedy jest zrozumienie, pojawia się akceptacja i nie ma krytyki. A do zrozumienia wystarczy czasem tylko trochę wiedzy. A zatem od dziś nie jem mięsa. Będzie trudno, nie tyle ze względu na moją silną wolę, co na ludzi, którzy na co dzień mnie otaczają. Ale jestem dorosła i najwyższy czas brać odpowiedzialność, także etyczną, za swoje życie. Mogę żyć na przekór innym, ale muszę w zgodzie z własnym sumieniem. Trzymajcie kciuki :) poniedziałek, 19 września 2011, angellek89
Komentarze
Gość: Wiedźma z Uroczyska, host-62-141-246-131.tomaszow.mm.pl
2011/09/23 11:05:01
Kiedy czytam o zmianach jakie w Tobie zaszły czuję jakbym czytała o sobie. Miałam podobne doświadczenia. I oczywiście będę trzymała kciuki za wegetarianizm. Wszystkiego naj z okazji Jesieni i równonocy Wiedźmo :)
2011/10/28 11:49:59
jedzenie mięsa nie jest nieetyczne, jest nim traktowanie zwierząt rzeźnych, ale z tym mało który wegetarianin walczy. Mimo wszystko samo podjęcie etycznej odpowiedzialności jest wzmacniającym uczuciem.
|
|
Swoją drogą w sieci jest multum fajnych blogów z wege-przepisami, będziesz miała taki wybór tego co przygotować, że myślę, że i otoczenie najbliższe szybko się pogodzi z Twoją decyzją - kiedy spróbują ;)
Wszystkiego pięknego z okazji Równonocy - pozytywnych zmian, dobrych decyzji, optymistycznych wniosków po podliczeniu "plonów" z tego roku i spokojnych przygotowań do zimy - w każdym jej znaczeniu, nie tylko czysto przyrodniczo-fizycznym :)
Pozdrawiam!
Krucza