|
Blog > Komentarze do wpisu
Nicholas Sparks "I wciąż ją kocham"
Tytuł - "I wciąż ją kocham" Tytuł oryginału - "Dear John" Wydanie polskie - Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz, Warszawa 2008. Tłumaczenie - Elżbieta Zychowicz Ilość stron - 351. Opis z okładki: John Tyree dokonuje wyboru - nie widząc szans na zdobycie wyższego wykształcenia, po ukończeniu szkoły średniej zaciąga się do armii. Przechodzi szkołę prawdziwego, męskiego życia, nabiera pewności siebie, której dotąd mu brakowało. W czasie przepustki spotyka Savannah - dziewczynę swoich marzeń. Młodszą o dwa lata studentkę pedagogiki, wolontariuszkę, która z grupą przyjaciół, w ramach akcji dobroczynnej, buduje domy dla ubogich. Na przekór wszelkim okolicznościom, pomiędzy dwojgiem rozkwita miłość. Savannah przyrzeka czekać na ukochanego, dopóki nie minie okres jego służby. On zaś uświadamia sobie że pragnie z nią założyć rodzinę. Wydarzenia z jedenastego września wstrząsają chłopakiem, który z poczucia obowiązku przedłuża pobyt w wojsku. Niestety, ich związek nie wytrzymuje długiego rozstania - w pożegnalnym liście dziewczyna informuje go, że zakochała się w kimś innym. Czas nie leczy ran - kiedy po kilku latach John wraca do domu, marzy tylko o jednym - jeszcze raz trzymać Savannah w swoich objęciach...
Pomimo, że tak naprawdę nie są niczym innym, jak zwykłymi romansami, uwielbiam książki Nicholasa Sparksa oraz filmy nakręcone na ich podstawie. Z pewnością większość z Was kojarzy "List w butelce", "Pamiętnik", a już w szczególności cudowną "Szkołę uczuć" (na podstawie książki pt. "Jesienna miłość") - film, na którym płaczę, ilekroć go oglądam. "I wciąż ją kocham" to kolejna zekranizowana powieść Nicholasa Sparksa. Film obejrzałam już dosyć dawno temu. Płakałam, a jakże! A jest taka "zasada", że kiedy ja na jakimś filmie płaczę to znaczy, że na pewno jest on dobry. Romantyczny, wzruszający, smutny - w każdym razie bardzo emocjonalny. Jakkolwiek to zabrzmi głupio, lubię płakać na filmach. Przepis na moje łzy jest prosty: empatia + wyobraźnia + uczucie. Postawić się w sytuacji bohaterów, wyobrazić sobie, że to mnie mogłoby spotkać to, co ich i poczuć te wszystkie uczucia, które temu towarzyszą. I po obejrzeniu takiego filmu mieć poczucie, że doświadczyłam katharsis i ucieszyć się z tego, co mam. Kiedy właśnie ów film dostarczył mi takich uczuć, wiedziałam już, że muszę sięgnąć po książkowy pierwowzór. Długo czekałam na zarezerwowana książkę w Bibliotece Śląskiej, kiedy jednak w końcu ją dostałam tak mnie pochłonęła, że ja pochłonęłam ją w kilka dni ;) "I wciąż ją kocham" to opowieść o miłości. Miłości pomimo wszystko - pomimo dzielącej odległości, nieubłaganie upływającego czasu i tego, że ona pokochała kogoś innego. John i Savannah poznali się latem na plaży. On był wówczas żołnierzem na przepustce. Ona wraz z przyjaciółmi w ramach akcji charytatywnej budowała domy dla ubogich. Zdawało się, że jest między nimi tak niewiele podobieństw, a tak wiele różnic... A jednak wybuchła miłość. Chciałoby się powiedzieć - gorąca. Jednak nie do końca tak było. Choć Savannah wzbudzała w Johnie pożądanie, ona sama była osobą zbyt religijną i skromną, aby zdecydować się na bliskość fizyczną. I - choć mi samej trudno uwierzyć w realność istnienia takiego związku - ich miłość w swej czystości i niewinności była piękna. Oczywiście, to był początek. Później sielankę zweryfikowała szara rzeczywistość. Savannah wróciła na studia, John zaś do Niemiec, gdzie stacjonował jego oddział. Pisali listy, maile, rozmawiali przez telefon. W każdy pierwszy dzień pełni patrzyli w księżyc, każde w swoim zakątku świata, by choć w ten sposób poczuć, że są razem. Spotkali się po roku, lecz nie było już tak różowo jak na początku. Potem znów musieli się rozstać na kolejne długie miesiące. Wtedy nadszedł 11 września 2001 roku. Wstrząśnięty wydarzeniami John, czując patriotyczny obowiązek, przedłużył swój pobyt w wojsku, mimo że od powrotu na stałe do ukochanej dzieliło go już tak niewiele. To oczywiste, że Savannah zrozumiała jego pobudki i poparła jego decyzję. Była z niego dumna. A jednak ta właśnie decyzja sprawiła, że miłość nie przetrwała - dziewczyna zakochała się w kimś innym. Zdradziła - można by pomyśleć i od razu ją potępić. Okazuje się jednak, że i ona miała swoje motywy, które nie sposób jednoznacznie ocenić. Gdy kochankowie spotykają się po latach, mimo że Savannah jest żoną kogoś innego, John nie ma wątpliwości co do swoich uczuć - wciąż ją kocha. Cóż to jednak znaczy kochać kogoś naprawdę? To właśnie pytanie zdaje sobie główny bohater. "Prawdziwa miłość oznacza, że zależy ci na szczęściu drugiego człowieka bardziej niż na własnym, bez względu na to, przed jak bolesnymi wyborami stajesz." Dla bohatera powieści Sparksa prawdziwie kochać oznacza właśnie pozwolić tej ukochanej osobie być szczęśliwej na jej własnych warunkach, nawet jeśli jemu samemu sprawia to ból. Nawet jeśli oznacza to nigdy więcej jej nie zobaczyć. "I wciąż ją kocham" to jednak nie tylko "love story". To także piękne i głębokie studium przemiany wewnętrznej głównego bohatera i dojrzewania relacji ojca z synem. Ojciec Johna był dość nieszablonowy. Cichy, małomówny, powściągliwy w okazywaniu uczuć, żyjący zawsze według ściśle określonego schematu, bez reszty pochłonięty numizmatyką, zatopiony w swoim małym wewnętrznym świecie. Jako młody chłopak John niejednokrotnie reagował złością na inność swojego ojca, przepełniały go tłumione pretensje. Dopiero Savannah uświadomiła mu, że jego ojciec cierpi być może na zespół Aspergera - lekka odmianę autyzmu. To odkrycie, choć początkowo budzi w głównym bohaterze sprzeciw, pozwala mu zupełnie inaczej spojrzeć na własnego ojca, jego życie i postępowanie, a także zupełnie od nowa zbudować z nim piękną, głęboką relację. Naprawdę gorąco zachęcam, aby sięgnąć po "I wciąż ją kocham", czy to w wersji książkowej czy filmowej. A najlepiej w obydwu :) Fani twórczości i ekranizacji Nicholasa Sparksa z pewnością nie będą zawiedzeni. Tych natomiast, którzy jeszcze nie mieli do czynienia z żadną z powieści tego pana, zachęcam, aby przeczytali także inne jego książki. Sama nie przeczytałam jeszcze wszystkich, każda natomiast, którą miałam w rękach dostarczyła mi nie tylko przyjemności czytania i romantycznych wzruszeń, ale także głębokiej refleksji nad wartością miłości i życia. poniedziałek, 09 stycznia 2012, angellek89
|
|