Blog jest projekcją mojej rzeczywistości. Między wierszami kryje się prawda o tym, jaka jestem.

Wpisy z tagiem: kilka słów

czwartek, 22 marca 2012

Nasza piękna planeta w 4/5 składa się z wody. Niestety tylko 3% z niej nadaje się do spożycia. A przecież zużywamy wodę nie tylko w tym celu. Każdego dnia wraz z wydychanym powietrzem tracimy od 400 do 500 ml wody, a w trakcie upałów nawet więcej. Podczas kąpieli w wannie zużywamy 200 litrów wody. Pod prysznicem 60 litrów. Zmywając naczynia pod bieżącą wodą zużywamy 5o litrów wody. Tyle samo zużywamy każdego dnia spuszczając wodę w toalecie. Samo mycie zębów pod bieżącą wodą to zużycie 15 litrów wody. Statystyczny Polak każdego dnia zużywa średnio 145 litrów wody.

Tymczasem prawie 900 milionów ludzi na świecie nie ma dostępu do czystej wody pitnej. W krajach rozwijających się, takich jak np. Ghana czy Boliwia każdego dnia z powodu zatruć wodą niezdatną do spożycia umiera ok. 4 tys. dzieci poniżej 5 roku życia, co oznacza, że statystycznie co 20 sekund umiera jedno dziecko. Przerażające?

Na konferencji Szczyt Ziemi w Rio de Janeiro w 1992 roku z inicjatywny Zgromadzenia Ogólnego ONZ dzień 22 marca został ustanowiony Światowym Dniem Wody. To właśnie dzisiaj.

world water day

Z tej okazji marka Giorgio Armani wraz z organizacją Green Cros International już po raz drugi prowadzi akcją Acqua for Life. Poprzez zakup flakonu perfum od Aramniego Acqua di Gioia lub Acqua di Gio przekazujemy 100 litrów wody pitnej dla Ghany i Boliwii. Obecnie pracują właśnie na akcji promocyjnej promującej tę akcję, szczerze mówiąc prywatnie jednak nie namawiam Was do zakupu tych perfum - Armani to ten "zły" koncern L'Oreal testujący na bezbronnych zwierzętach. Osobiście uważam, że nie można ratować jednych kosztem drugich, nawet zwierząt, rozumiem jednak, że ktoś może nasz ludzki gatunek stawiać wyżej. Jednak można pomóc też inaczej :) Wystarczy "polubić" na Facebooku profil akcji Acqua for Life - jedno kliknięcie przekazuje dla Ghany i Boliwii 50 litrów wody pitnej.

Dla nas woda jest czymś normalnym, lecz dla niektórych - to kwestia przeżycia. A musimy pamiętać, że dostęp do wody to nie przywilej, lecz prawo każdego człowieka, uznane oficjalnie 28 czerwca 2010 roku przez Zgromadzenie Ogólne ONZ. Dlatego gorąco zachęcam do wspierania Światowego Dnia Wody. A może słyszeliście o jeszcze jakiś inicjatywach z tej okazji?

poniedziałek, 19 marca 2012

Dziś mija pół roku odkąd nie jem mięsa. Pół roku mojego wegetarianizmu, pół roku od jednej z najlepszych decyzji w moim życiu (bo tą naj naj jest oczywiście związek z Dominikiem ;) ). Mogę powiedzieć - już pół roku, ale też - dopiero. Rzecz jasna nie obyło się bez drobnych potknięć - a to żelatyna wieprzowa w kremie do tortu, a to podpuszczka zwierzęca w serze, to znów napój barwiony koszenilą. Wciąż się uczę, razem z siostrą się uczymy, ponieważ ona kilka dni później poszła w moje ślady. I swoje otoczenie uczę - co jem, czego nie jem i że absolutnie zawsze trzeba czytać skład ;) Początki były trudne. Mieszkam z mamą o bardzo zamkniętym poglądzie na świat, czysto ekonomicznym podejściu do życia i bardzo anty-nastawieniu na każdą inność. Nasz wegetarianizm był dla niej wielkim problemem, wydziwianiem, jawnym brakiem szacunku i wszystkim, czym tylko się da :P Na szczęście z czasem przystopowała, widząc chyba, że jej argumenty o jedzeniu mięsa od mitycznego "zawsze" nie robią na nas żadnego wrażenia. Tak więc co-nieco nauczyłam się wreszcie gotować - i śmiem twierdzić, że całkiem nieźle mi to wychodzi :) Zakochałam się w warzywach, z którymi wcześniej niemalże nie miała do czynienia - cukinia, dynia, szpinak, brukselka (tak, ta znienawidzona brukselka), soczewica, ciecierzyca. Często słyszę, jak ludzie mówią "Tak naprawdę nigdy nie wiemy co dodają to tego, co jemy. Co zrobić..." i dziwię się, że kiedyś mogłam równie biernie się temu poddawać. Teraz wiem co jem i czuję się z tym szczęśliwsza. Poza tym mam wrażenie, że zmieniło się we mnie coś więcej niż tylko sposób odżywiania. Wydaje mi się, że trochę inaczej, bardziej świadomie i otwarcie patrzę na życie i świat. Czuję, że w stylu życia, który wybrałam odnalazłam wreszcie prawdziwą siebie i już nie mogę się doczekać, kiedy będziemy z Dominikiem mieszkać "na swoim" i kiedy będę mogła żyć w pełni według własnych zasad :)

Krążąc przy tematach "okołowegetariańskich" chciałam napisać o dwóch filmach, które uważam za warte obejrzenia. Pierwszy z nich to niezależny i niekomercyjny polski film dokumentalny, którego sama jeszcze nie miałam okazji obejrzeć. Widziałam jednak trailer, a sam film zamierzam obejrzeć w najbliższych dniach. Zapowiada się ciekawie - pro-wegetariańsko, nonkonformistycznie i anty-globalistycznie :) Film nosi tytuł "To tylko zwierzęta"i prezentowany był na darmowych pokazach począwszy od 8 marca w kilkunastu miastach Polski. Miałam blisko na pokazy do Chorzowa i Katowic, niestety - przegapiłam. Jeśli jednak ktoś mieszka w Szczecinie, 27 marca odbędzie się tam jeszcze jeden pokaz. Dla wszystkich pozostałych (z czego skorzystałam i ja) film jest do darmowego (legalnego) pobrania ze strony internetowej www.totylkozwierzeta.pl  Myślę, że po obejrzeniu skrobnę przynajmniej krótką recenzję :) A i Was zachęcam do obejrzenia.


Drugim natomiast filmem, o którym chciałam napisać jest "Meet Your Meat", amerykański dokument trwający zaledwie ok. 12 minut. Przypuszczam, że to nic nowego i nawet może wśród czytelników bloga znajdą się osoby, które widziały ten film. Ja jednak trafiłam na niego dopiero niedawno. Film jest po angielsku, ma jednak polskie napisy, choć prawda jest taka, że dla wrażliwej osoby wystarczy sam obraz. Jest drastycznie i mną osobiście bardzo to wstrząsnęło. Niby nie dowiedziałam się niczego nowego, niby czytałam różne rzeczy na ten temat... Ale zaręczam Wam, że co innego wiedzieć, a co innego widzieć. Przyznam szczerze, że po obejrzeniu tego filmu nie wiem jak można jeść mięso, nie rozumiem jak sama mogłam je jeść i na widok mięsa w lodówce wracają mi przed oczy obrazy i chce mi się płakać. Zaczęłam też myśleć o weganizmie, choć rezygnacja z nabiału i przede wszystkim słodyczy jest trudna i będzie dla mnie długą drogą. Teraz jednak zachęcam - głównie tych, którzy kochają zwierzęta i wciąż je jedzą - aby poznali swoje mięso.

czwartek, 22 grudnia 2011

Pomimo mojego światopoglądu obchodzę z rodziną tradycyjne Boże Narodzenie i pomimo tego, że w rodzinie takiej jak moja, niepełnej, atmosfera świąteczna nie jest idealna, mam ogromny sentyment do tych świąt. Dla mnie święta to czas bardzo muzyczny :) Mam słabość do kolęd, pastorałek, a nawet zupełnie komercyjnych świątecznych piosenek. Dlatego też postanowiłam podzielić się z Wami tym, czego lubię słuchać i co budzi we mnie szczególne emocje. Kolejność zupełnie przypadkowa, za wyjątkiem ostatniego utworu :)

1. "Bóg się rodzi" - Czy wiecie, że prawdziwy tytuł tej pieśni to "Pieśń o Narodzeniu Pańskim", a jej autorem jest jeden z najwybitniejszych poetów polskiego oświecenia, Franciszek Karpiński? Ja wiedziałam ;) A dowiedziałam się tego na swoich pierwszych studiach. Utwór ten po raz pierwszy został wydany drugiem w 1792 roku w tomie "Pieśni nabożne". I może to dziwne, ale sama ta wiedza sprawiła, że polubiłam tę kolędę.

2. Mariah Carey "All I want for Christmas is you" - Jest taki film, który lubimy z siostrą oglądać w okresie świątecznym, piękny i wzruszający, o różnych odcieniach miłości - "To właśnie miłość" :) I jest w tym filmie mały chłopiec niesamowicie zakochany w koleżance ze szkoły. Wybranka jego serca na szkolnym przedstawieniu śpiewa tę właśnie piosenkę. Jest taka radosna i pozytywna :)

3. Skaldowie "Kolędujmy wszyscy wraz" - W czasach, kiedy chodziłam na oazę nasz naprawdę świetny ksiądz prowadził również grupę teatralną. Miałam okazję oglądać dwa przedstawienia tej grupy (czyli moich znajomych, nawet z udziałem mojego Dominika :P), a były to "Królewna Śnieżka" oraz "Opowieść wigilijna". W "Opowieści wigilijnej" była przepiękna scena tańczona do tej właśnie piosenki. Jest cudowna - bo po polsku, taka dynamiczna i przezabawna :)

4. Piotr Rubik "Biały śnieg i Ty" - bo jest piękna, tak po prostu :)

5. Fragment z musicalu "Metro" pt. "Uciekali" - śpiewa tutaj, młody jeszcze Robert Janowski - dziennikarz radiowy, a także prowadzący programu "Jaka to melodia". Uważam, że ma niezwykły głos :)

6. Arka Noego "Gwiazdeczka" - Lubię tę pastorałkę w wykonaniu dziecięcych głosików, bo jest tak skoczna i pełna energii, że dzięki niej zaczynam zwykle czuć świąteczną atmosferę :) W domu najczęściej to właśnie kolędy w wykonaniu Arki Noego towarzyszą nam przy przed-wigilijnych porządkach i gotowaniu.

I wreszcie piosenka, która porusza mnie szczególnie. Zawsze oglądając ten teledysk płaczę. Czasem samo słuchanie piosenki i przypomnienie sobie teledysku czy po prostu wsłuchanie się w treść wywołuje we mnie łzy. Polecam przeczytać, przetłumaczyć sobie tekst. Nie jest to teledysk oficjalny, lecz raczej seria zdjęć bezpośrednio związanych z tekstem utworu. Wstrząsających zdjęć. Warto posłuchać, obejrzeć i zastanowić się...

Niezależnie od tego, jakie święta obchodzimy w grudniu, czy jest to Boże Narodzenie, Szczodre Gody, Yule czy jeszcze coś innego, czym dla nas są te święta? Czy są (jak pięknie na wigilii grupowej powiedziała dziś moja koleżanka) tylko i wyłącznie "przejedzone"? Czy wcinając te wyszukane przysmaki mamy świadomość, że ktoś gdzieś na świecie - a może i całkiem blisko - cierpi głód? Mnie osobiście bardzo to porusza...

Jednak czy wiecie,  że - jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia - na świecie produkuje się dziś taką ilość pokarmu roślinnego, że wystarczyłaby ona do wykarmienia 17 miliardów jednostek ludzkich! Tymczasem około 90 procent hodowli soi przeznaczana jest na paszę dla zwierząt hodowlanych. Do tego sporą część upraw ziarna importuje się z krajów Trzeciego Świata. W samych Stanach Zjednoczonych zwierzęta hodowlane zjadają soję i pszenicę w ilościach, jaka pozwoliłaby na wyżywienie prawie 2 mld ludzi. Oblicza się, że dla wyprodukowania 1 kg mięsa potrzeba aż 10 kg soi.
Aby pokazać, w jakim ogromnym stopniu spożywanie mięsa wpływa na degradację zasobów naturalnych, przedstawia się poniższe zestawienie. Obszar o powierzchni 5 boisk futbolowych może wyżywić jedynie 2 ludzi jedzących mięso, 10 ludzi jedzących kukurydzę, 24 ludzi jedzących zboża lub 64 ludzi jedzących soję.

[źródło: www.wegetarianie.pl]

wtorek, 15 listopada 2011

Znalezione w sieci :) Też tak macie? Uśmiałam się jak głupia, kiedy to czytałam, ponieważ zgadzam się z wszystkimi tymi stwierdzeniami, za wyjątkiem 3,4,7 i 20.

jestem kobietą

poniedziałek, 19 września 2011

Pamiętam, jak kiedyś uważałam, że zmiany nie są dobre. "Ale się zmieniłaś" - mówi się dawno nie widzianej koleżance i - jeśli nie dotyczy to nowej fryzury - zwykle jest to zarzut. Pretensje. Zmiana na gorsze. Bałam się zmian w swoim otoczeniu i swoim życiu, a najbardziej tych w sobie. Dlatego zmiana kierunku studiów, choć jak najbardziej słuszna, była tak bolesną decyzją. Dlatego tak ciężko było mi przyznać się nawet sama przed sobą do pogańskiego światopoglądu. A teraz przede wszystkim zmienił się mój sposób postrzegania zmian ;)

Zaczęło się od takich drobiazgów. Wróciłam do naturalnego koloru, zapuściłam włosy i całkiem niedawno zaczęłam nosić warkocze, zwykłe i dobierane, w różnych wariantach, w jakich uda mi się je stworzyć. Zmieniłam sposób malowania się, popielate cienie zamieniłam na cieliste, bronzer na róż, dodałam eyeliner i odkryłam, że mój typ urody wcale nie jest "mysi", ale typowo słowiański. Polubiłam swoje odbicie w lustrze i nawet już nie pamiętam połowy swoich kompleksów :) Jako, że wszystko co dzieje się w naszym życiu jest jednocześnie skutkiem czegoś i przyczyną czegoś innego, dzięki tym drobiazgom widzę teraz jak zmieniam się wewnętrznie. Częściej chodzę uśmiechnięta, a moja chorobliwa nieśmiałość ujawnia się już tylko w skrajnych przypadkach. Jestem bardziej pewna siebie, wyzbyłam się strachu przed tym, że ktoś "lepszy" zajmie kiedyś moje miejsce w sercu Dominika. Swojego czasu byłam bardzo zazdrosna, a za tym wszystkim krył się ogromny strach przed konfrontacją z jakąkolwiek osobą, od której mogłabym okazać się gorsza. Tymczasem zaakceptowanie i poznanie jego koleżanek ze studiów, choć początkowo tak przerażało, okazało się bardzo pozytywnym doświadczeniem, a ja czuję się silniejsza i bogatsza o poznanie kolejnych wartościowych ludzi. Ostatnio bardziej pozytywnie odbieram swoje życie i jestem otwarta na zmiany, które są potrzebne i które tak naprawdę teraz dopiero kształtują moją prawdziwą osobowość.

Myślę, że teraz właśnie przyszedł czas na największa, najbardziej radykalną zmianę w moim światopoglądzie i stylu życia. Natrafiłam ostatnio na kilka artykułów, które wstrząsnęły moim światopoglądem. Tak mi się zdawało. Po przemyśleniu jednak uświadomiłam sobie, że wnioski, do których doszłam wynikają bezpośrednio z innych moich poglądów. Przede wszystkim jest to negacja antropocentryzmu. Uważam i gdzieś w głębi zawsze uważałam, że człowiek nie jest najważniejszy we wszechświecie, że nie jest i wręcz nie może być jego panem. Jest równie ważny jak zwierzęta i cała przyroda, jest zaledwie częścią większej całości. Tak, to pogański światopogląd, lecz był mi bliski już zanim w ogóle dowiedziałam się o czymś takim jak neopogaństwo. Jakoś pod koniec szkoły podstawowej zapragnęłam zostać wegetarianką. Brzydziło mnie mięso, niejednokrotnie płakałam nad talerzem i mówiłam, że nie jadam przyjaciół. Rodzice jednak, bardziej groźbą niż prośbą, dopilnowali, aby przestrzegała "prawidłowej" diety. Z czasem odpuściłam, przyzwyczaiłam się, zapomniałam i w końcu nawet polubiłam część mięsnych potraw, których - przyznaję - będzie mi trochę szkoda. Mam nadzieję, że tylko przez jakiś czas. Teraz na nowo otworzyły mi się oczy i na szczęście nie jestem już podatną na manipulację nastolatką. Wybieram wegetarianizm. Wiem, że nie mogę jeszcze powiedzieć o sobie, że "jestem wegetarianką", jednak wolę to niż powiedzieć, że nią zostanę w od jutra, które zawsze można przesunąć na kolejne "jutro". Powody? Etyczne, ideologiczne, ekologiczne, ekonomiczne, zdrowotne. Będę o tym pisać od czasu do czasu, żeby ci, którzy czytają tego bloga, mogli zrozumieć mój światopogląd, moje decyzje i ich motywy. Kiedy jest zrozumienie, pojawia się akceptacja i nie ma krytyki. A do zrozumienia wystarczy czasem tylko trochę wiedzy.

A zatem od dziś nie jem mięsa. Będzie trudno, nie tyle ze względu na moją silną wolę, co na ludzi, którzy na co dzień mnie otaczają. Ale jestem dorosła i najwyższy czas brać odpowiedzialność, także etyczną, za swoje życie. Mogę żyć na przekór innym, ale muszę w zgodzie z własnym sumieniem. Trzymajcie kciuki :)

środa, 31 sierpnia 2011

Ostatnio dużo się dzieje :) Udało mi się wreszcie, po pewnych komplikacjach, załatwić swoje praktyki w świetlicy środowiskowej. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, kiedy tak szybko przeleciał ten czas. To było niesamowite doświadczenie, a dzieciaki w chorzowskiej "Chatce" nr 5 są naprawdę świetne - pomimo wszystko, bo wiadomo, że do takich świetlic uczęszczają często dzieci trudne i z problemami. Zamierzam podpisać tam umowę wolontariacką i długo jeszcze współpracować ze świetlicą, sympatycznymi wychowawczyniami i tymi fajnymi dzieciakami :)

W sierpniu wreszcie doczekaliśmy się upałów, które zawiodły w lipcu. Udało się spędzić fajnie trochę czasu na świeżym powietrzu i palącym słońcu, a nawet zorganizować mały wypad nad jeziorko z Dominikiem, jego młodszym bratem i młodszą siostrą oraz moją siostrą. Wybraliśmy się też z moim rodzeństwem do kina na "Smerfy" - naprawdę świetny film - a w najbliższą sobotę jedziemy na imprezę urodzinową z ogniskiem do koleżanki Dominika ze studiów.

Wreszcie też skończył się niepokojący przestój w agencji promocji, dla której pracuję. Mam teraz dużo pracy i to nie jako jakaś tam hostessa od degustacji, tylko jako dermokonsultantka L'Oreal w drogerii SuperPharm - łącznie 9 dni pracy, a w najbliższych planach także promocje w Rossmanach. Będzie więc we wrześniu przypływ funduszy, a w październiku jeszcze większy. A jeśli sprzedam określoną ilość produktów w nagrodę mogę dostać również perfumy od Armaniego - na które mam wielką ochotę :) Cudownie, wreszcie coś się dzieje :) Choć muszę przyznać, że tęsknie już za studiami.

Dziś mamy Światowy Dzień Bloga. Z tej okazji (no, powiedzmy :P) mój laptop przeszedł wczoraj zabiegi SPA i po formatowaniu dysku wreszcie śmiga jak należy, bez zacinania się i zawieszania. Wreszcie mogę teraz zainstalować sobie Sims 3, żeby w tych skrawkach czasu wolnego od Dominika, pracy, czytania, tworzenia biżuterii i oglądania "Plotkary" budować domy i tworzyć swoje ludziki :)

A tymczasem wszystkim blogującym, piszącym, czytającym i komentującym życzę Wszystkiego Najlepszego z okazji Światowego Dnia Bloga!!! :)

wtorek, 02 sierpnia 2011

Chciałam Was wszystkich serdecznie zaprosić na mojego drugiego bloga, który w założeniu ma pełnić funkcję biżuteryjno-rękodzielniczego sklepiku :) Zamiast recenzji książek, refleksji, osobistych wynurzeń i pogańskich poszukiwań, znajdziecie w nim moje prace - tylko te wystawione na sprzedaż. Pozostałe, na zasadzie pochwalenia się, wciąż będę prezentować tutaj. Mój blogowy sklepik z ręcznie wyczarowaną biżuterią (i nie tylko ;)) znajdziecie pod adresem:

www.wyczarowane.blox.pl

Na stałe zagości także w linkach, pod kategorią "Tu kupisz moje prace". Na razie asortyment jest dosyć ubogi: dwa wisiory i dwie pary kolczyków wykonanych w srebrze techniką wire-wrapping, a także dwa drewniane ręcznie malowane naszyjniki na plecionym sznurku i siedem par drewnianych malowanych kolczyków. Jednak asortyment będzie sukcesywnie się poszerzać - w najbliższym czasie dodam trzy ręcznie malowane szkatułki. Pod każdą pracą znajdziecie jej opis, uwzględniający materiały z jakich powstała oraz technikę wykonania, a także cenę. U góry strony znajdziecie natomiast mój adres mailowy, na który możecie pisać, jeśli którąś z prac zapragniecie mieć dla siebie :) Chętnie wykonam także coś na zamówienie.

mix

Gorąco zachęcam do odwiedzania mojego blogowego sklepiku. Mam w planach kilka projektów, które mogą zainteresować osoby o różnych preferencjach. Obiecuję też pomyśleć od czasu do czasu nad jakimś konkursem czy blogowym Candy, w którym będzie można którąś z moich prac dostać w prezencie :)

poniedziałek, 01 sierpnia 2011

Czuję się bardzo miło wyróżniona, ponieważ zostałam zaproszona do zabawy One Lovely Blog Award, za co serdecznie dziękuję Nathairze, autorce bloga Natturalnie, którego znajdziecie w linkach :)

blog Zasady:
- Skopiuj i wklej logo na swoim blogu
- Napisz o sobie 7 rzeczy
-Nominuj 16 innych cudownych blogerów (nie można nominować blogera, który wam przyznał nagrodę)
- Podziękowania i link blogera, który przyznał wam tę nagrodę
- Napisz im komentarz, by dowiedzieli się o nagrodzie i nominacji :)

No i niestety mam kłopot... Większość blogów, które znajdziecie w moich linkach poczytuję sobie anonimowo i po ciuchu, nie komentując. Natomiast większość z tych blogerek, azktórymi mniej lub bardziej "się znam" albo wcześniej brała już udział w zabawie albo też została już zaproszona przez kogoś innego. Dlatego też nie mam pojęcia kogo mogłabym nominować :(

Niemniej jednak serdecznie dziękuję Nathairze, poczułam się naprawdę wyróżniona :)

A co do 7 prawd o sobie... tego mimo wszystko chyba sobie nie odmówię :) Co prawda na blogu piszę o sobie dosyć dużo i ciężko będzie znaleźć 7 ciekawostek, których nigdy jeszcze nie pisałam, ale jednak lubię takie wynurzenia ;)

1. Przed osiemnastką rodzice nie pozwalali mi farbować włosów, a bardzo tego chciałam, bo nie lubiłam swojego koloru. Po osiemnastce zaczęłam od karmelowych pasemek... Miałam na głowie różne odcienie blondu, brązu i rudości. Dziś uważam to za swój największy błąd, nie chcę nigdy więcej odrostów i zniszczonych włosów i jestem dumna, że udało mi się wrócić do naturalnego koloru :)

2. Zawsze uważałam miłość od pierwszego wejrzenia za głupotę i wymysł poetów, nie wierzyłam w nią... Do czasu, aż sama zakochałam się dosłownie od pierwszego wejrzenia w chłopaku, który dziś jest moim Narzeczonym.

3. Przez ok. półtora roku należałam do Ruchu Światło-Życie i chodziłam na oazę. Byłam nawet na wakacyjnych rekolekcjach stopnia zerowego, sześć lat temu. Cotygodniowe piątkowe spotkania, msze, wieczorne modlitwy, czuwania, śpiewy - uwielbiałam to. I odeszłam wcale nie ze względu na wiarę czy poglądy religijne, tylko ze względu na zmiany struktury z grupy. To tam poznałam mojego Narzeczonego i wiele innych wspaniałych osób, z którymi do dziś utrzymujemy kontakt. I mimo, że obecnie mój religijny światopogląd jest zupełnie inny, uważam, że był to wspaniały czas, który wspominam z uśmiechem :)

4. Uczyłam się tańca towarzyskiego :) Przez rok chodziliśmy z Dominikiem i naszą wspólną koleżanką na kurs, najpierw do katowickiej "Awangardy" - która bardziej ograniczała niż uczyła, później do miejskiego Domu Kultury, gdzie mieliśmy naprawdę świetną grupę i wspaniałego instruktora. Niestety, skończył się rok szkolny, skończył się kurs. Od września okazało się, że zaczyna się od nowa, dla początkujących i nie będzie grupy zaawansowanej. Dostaliśmy propozycję dołączenia do grupy turniejowej, jednak nie czuliśmy się dość dobrzy, stchórzyliśmy i tak skończyła się nasza przygoda z tańcem. Mam do tego ogromny sentyment :) Jednak Dominik nie da się namówić na spróbowanie jeszcze raz. Od czasu do czasu rozważam znalezienie jakiegoś substytutu - może latino solo albo taniec brzucha. Ale samej to nie to samo...

5. Uwielbiam oglądać zdjęcia, a szczególnie zdjęcia z dzieciństwa, bo bardzo lubię wspominać - tyle przy tym śmiechu, radości i wzruszeń :) Jednak nie lubię, kiedy ktoś robi mi zdjęcia i nie lubię oglądać siebie na zdjęciach, za wyjątkiem tych z czasów, gdy miałam 3 czy 5 lat i byłam malutką blondyneczką. Teraz mam wiele kompleksów, a obiektyw mnie krępuje.

6. Niesamowicie pasjonuje mnie zwiedzanie zamków, ruin, kościołów, a nawet muzeów. To taki mój konik i całe szczęście, ze mój Ukochany podziela te zainteresowana. Fascynują mnie średniowieczne stroje, zbroje rycerskie, miecze, tarcze, insygnia królewskie, stare księgi... W najbliższych planach mamy zwiedzenie podziemnego muzeum w Krakowie - największego w Europie podziemnego muzeum, którego tematyką jest średniowieczna Polska. Marzy mi się także Malbork i Ogrodzieniec, a póki co moje ulubione miejsca to zamek w Chęcinach i muzeum archeologiczne z zrekonstruowanym grodem w Biskupinie.

7. Panicznie boję się pająków. Odrobinę mniej innych owadów, choć wzbudzają we mnie obrzydzenie, szczególnie dżdżownice. Co ciekawe boję się też ciem. Mam lęk wysokości i przed głęboką wodą, a jako dziecko bałam się ciemności, duchów i czarownic. Z tych ostatnich lęków się teraz śmieję, gdyż uważam, że noc jest piękna, duchy wcale nie muszą być złe, a czarownicą sama chciałabym być ;)

sobota, 30 lipca 2011

Ta notka miała ukazać się wcześniej, lecz niestety nie zdążyłam przed północą. Miała ukazać się 29 lipca, kiedy to stunkęło mi 22 latka. Moja mama w tym wieku była już mężatką i matką jednomiesięcznej córeczki - mnie. A ja? Z okazji urodzin chciałabym stworzyć swój krótki - i z pewnością bardzo subiektywny - autoportret.

Ja: Ginewra, prywatnie Angelika, Angela. Ciemna blondynka o morsko-zielonych oczach. Studentka. W pracy - hostessa, promotorka. Przyszła pani pedagog, niedoszła dziennikarka i pani filolog. Mól książkowy, maniakalna czytelniczka, a w marzeniach - pisarka. Artystyczna dusza, wciaż szukająca własnych metod twórczej ekspresji.  Hobbystycznie projektantka biżuterii. Marzycielka, wiecznie bujająca w obłokach i posiadaczka wybujałej wyobraźni. Idealistka, marząca o zmienianiu świata na lepsze. Wahająca się od niepoprawnego optymizmu po skrajny pesymizm, lecz nigdy realistka. Zakompleksiona, wstydliwa i nieśmiała. Trochę z innej bajki, trochę z innych czasów i trochę z innego świata. W sercu poganka, ukryte dziecko Bogini, wierząca w magię i wędrówkę dusz. Zodiakalna Lwica, nie wierząca w horoskopy. Wrażliwa romantyczka. Narzeczona cudownego faceta :) Starsza siostra trójki najwspanialszych łobuzów na świecie. - w tym dwóch braci i jednej siostry. Posiadaczka psa rasy golden retriver i trzech hałaśliwych papug. Złośnica. Uparciuch. Śpioch. Panna spóźnialska. Bałaganiara, kochająca swój twórczy chaos. Pasjonatka filmów historycznych i średniowiecznych zamków. Miłośniczka gór i lasów. Wielbicielka mlecznej czekolady, kawy ze śmietanką i wszelkich owoców. Zakochana w nocnym niebie. Estetyka, nieustannie poszukująca we wszystkim i wszystkich tego, co piękne. W poprzednim wcieleniu - mam nadzieję - czarownica ;)

I wiecie co? Głęboko wierzę, że jestem czymś więcej, niż tylko sumą tych elementów.

środa, 27 lipca 2011

siostra 

siostra

siostra

"Siostra to przyjaciółka na całe życie." :)

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
Charytatywnie
Ekologicznie
Literackie
Odwiedzane blogi
Pogaństwo i magia
Sklepy internetowe - rękodzieło
Tu kupisz moje prace
Wegetariańskie
Wszystkie teksty, zdjęcia, a także projekty są wyłączną własnością autorki tego bloga. Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie ich bez zgody autorki jest zabronione. (Dz. U. z 2000 r. Nr 80, poz.904) Candy u Liadan