Wpisy z tagiem: wegetarianizm
poniedziałek, 19 marca 2012
Dziś mija pół roku odkąd nie jem mięsa. Pół roku mojego wegetarianizmu, pół roku od jednej z najlepszych decyzji w moim życiu (bo tą naj naj jest oczywiście związek z Dominikiem ;) ). Mogę powiedzieć - już pół roku, ale też - dopiero. Rzecz jasna nie obyło się bez drobnych potknięć - a to żelatyna wieprzowa w kremie do tortu, a to podpuszczka zwierzęca w serze, to znów napój barwiony koszenilą. Wciąż się uczę, razem z siostrą się uczymy, ponieważ ona kilka dni później poszła w moje ślady. I swoje otoczenie uczę - co jem, czego nie jem i że absolutnie zawsze trzeba czytać skład ;) Początki były trudne. Mieszkam z mamą o bardzo zamkniętym poglądzie na świat, czysto ekonomicznym podejściu do życia i bardzo anty-nastawieniu na każdą inność. Nasz wegetarianizm był dla niej wielkim problemem, wydziwianiem, jawnym brakiem szacunku i wszystkim, czym tylko się da :P Na szczęście z czasem przystopowała, widząc chyba, że jej argumenty o jedzeniu mięsa od mitycznego "zawsze" nie robią na nas żadnego wrażenia. Tak więc co-nieco nauczyłam się wreszcie gotować - i śmiem twierdzić, że całkiem nieźle mi to wychodzi :) Zakochałam się w warzywach, z którymi wcześniej niemalże nie miała do czynienia - cukinia, dynia, szpinak, brukselka (tak, ta znienawidzona brukselka), soczewica, ciecierzyca. Często słyszę, jak ludzie mówią "Tak naprawdę nigdy nie wiemy co dodają to tego, co jemy. Co zrobić..." i dziwię się, że kiedyś mogłam równie biernie się temu poddawać. Teraz wiem co jem i czuję się z tym szczęśliwsza. Poza tym mam wrażenie, że zmieniło się we mnie coś więcej niż tylko sposób odżywiania. Wydaje mi się, że trochę inaczej, bardziej świadomie i otwarcie patrzę na życie i świat. Czuję, że w stylu życia, który wybrałam odnalazłam wreszcie prawdziwą siebie i już nie mogę się doczekać, kiedy będziemy z Dominikiem mieszkać "na swoim" i kiedy będę mogła żyć w pełni według własnych zasad :) Krążąc przy tematach "okołowegetariańskich" chciałam napisać o dwóch filmach, które uważam za warte obejrzenia. Pierwszy z nich to niezależny i niekomercyjny polski film dokumentalny, którego sama jeszcze nie miałam okazji obejrzeć. Widziałam jednak trailer, a sam film zamierzam obejrzeć w najbliższych dniach. Zapowiada się ciekawie - pro-wegetariańsko, nonkonformistycznie i anty-globalistycznie :) Film nosi tytuł "To tylko zwierzęta"i prezentowany był na darmowych pokazach począwszy od 8 marca w kilkunastu miastach Polski. Miałam blisko na pokazy do Chorzowa i Katowic, niestety - przegapiłam. Jeśli jednak ktoś mieszka w Szczecinie, 27 marca odbędzie się tam jeszcze jeden pokaz. Dla wszystkich pozostałych (z czego skorzystałam i ja) film jest do darmowego (legalnego) pobrania ze strony internetowej www.totylkozwierzeta.pl Myślę, że po obejrzeniu skrobnę przynajmniej krótką recenzję :) A i Was zachęcam do obejrzenia.
czwartek, 22 grudnia 2011
Pomimo mojego światopoglądu obchodzę z rodziną tradycyjne Boże Narodzenie i pomimo tego, że w rodzinie takiej jak moja, niepełnej, atmosfera świąteczna nie jest idealna, mam ogromny sentyment do tych świąt. Dla mnie święta to czas bardzo muzyczny :) Mam słabość do kolęd, pastorałek, a nawet zupełnie komercyjnych świątecznych piosenek. Dlatego też postanowiłam podzielić się z Wami tym, czego lubię słuchać i co budzi we mnie szczególne emocje. Kolejność zupełnie przypadkowa, za wyjątkiem ostatniego utworu :) 1. "Bóg się rodzi" - Czy wiecie, że prawdziwy tytuł tej pieśni to "Pieśń o Narodzeniu Pańskim", a jej autorem jest jeden z najwybitniejszych poetów polskiego oświecenia, Franciszek Karpiński? Ja wiedziałam ;) A dowiedziałam się tego na swoich pierwszych studiach. Utwór ten po raz pierwszy został wydany drugiem w 1792 roku w tomie "Pieśni nabożne". I może to dziwne, ale sama ta wiedza sprawiła, że polubiłam tę kolędę. 2. Mariah Carey "All I want for Christmas is you" - Jest taki film, który lubimy z siostrą oglądać w okresie świątecznym, piękny i wzruszający, o różnych odcieniach miłości - "To właśnie miłość" :) I jest w tym filmie mały chłopiec niesamowicie zakochany w koleżance ze szkoły. Wybranka jego serca na szkolnym przedstawieniu śpiewa tę właśnie piosenkę. Jest taka radosna i pozytywna :) 3. Skaldowie "Kolędujmy wszyscy wraz" - W czasach, kiedy chodziłam na oazę nasz naprawdę świetny ksiądz prowadził również grupę teatralną. Miałam okazję oglądać dwa przedstawienia tej grupy (czyli moich znajomych, nawet z udziałem mojego Dominika :P), a były to "Królewna Śnieżka" oraz "Opowieść wigilijna". W "Opowieści wigilijnej" była przepiękna scena tańczona do tej właśnie piosenki. Jest cudowna - bo po polsku, taka dynamiczna i przezabawna :) 4. Piotr Rubik "Biały śnieg i Ty" - bo jest piękna, tak po prostu :) 5. Fragment z musicalu "Metro" pt. "Uciekali" - śpiewa tutaj, młody jeszcze Robert Janowski - dziennikarz radiowy, a także prowadzący programu "Jaka to melodia". Uważam, że ma niezwykły głos :) 6. Arka Noego "Gwiazdeczka" - Lubię tę pastorałkę w wykonaniu dziecięcych głosików, bo jest tak skoczna i pełna energii, że dzięki niej zaczynam zwykle czuć świąteczną atmosferę :) W domu najczęściej to właśnie kolędy w wykonaniu Arki Noego towarzyszą nam przy przed-wigilijnych porządkach i gotowaniu. I wreszcie piosenka, która porusza mnie szczególnie. Zawsze oglądając ten teledysk płaczę. Czasem samo słuchanie piosenki i przypomnienie sobie teledysku czy po prostu wsłuchanie się w treść wywołuje we mnie łzy. Polecam przeczytać, przetłumaczyć sobie tekst. Nie jest to teledysk oficjalny, lecz raczej seria zdjęć bezpośrednio związanych z tekstem utworu. Wstrząsających zdjęć. Warto posłuchać, obejrzeć i zastanowić się... Niezależnie od tego, jakie święta obchodzimy w grudniu, czy jest to Boże Narodzenie, Szczodre Gody, Yule czy jeszcze coś innego, czym dla nas są te święta? Czy są (jak pięknie na wigilii grupowej powiedziała dziś moja koleżanka) tylko i wyłącznie "przejedzone"? Czy wcinając te wyszukane przysmaki mamy świadomość, że ktoś gdzieś na świecie - a może i całkiem blisko - cierpi głód? Mnie osobiście bardzo to porusza... Jednak czy wiecie, że - jak podaje Światowa Organizacja Zdrowia - na świecie produkuje się dziś taką ilość pokarmu roślinnego, że wystarczyłaby ona do wykarmienia 17 miliardów jednostek ludzkich! Tymczasem około 90 procent hodowli soi przeznaczana jest na paszę dla zwierząt hodowlanych. Do tego sporą część upraw ziarna importuje się z krajów Trzeciego Świata. W samych Stanach Zjednoczonych zwierzęta hodowlane zjadają soję i pszenicę w ilościach, jaka pozwoliłaby na wyżywienie prawie 2 mld ludzi. Oblicza się, że dla wyprodukowania 1 kg mięsa potrzeba aż 10 kg soi. [źródło: www.wegetarianie.pl]
poniedziałek, 19 września 2011
Pamiętam, jak kiedyś uważałam, że zmiany nie są dobre. "Ale się zmieniłaś" - mówi się dawno nie widzianej koleżance i - jeśli nie dotyczy to nowej fryzury - zwykle jest to zarzut. Pretensje. Zmiana na gorsze. Bałam się zmian w swoim otoczeniu i swoim życiu, a najbardziej tych w sobie. Dlatego zmiana kierunku studiów, choć jak najbardziej słuszna, była tak bolesną decyzją. Dlatego tak ciężko było mi przyznać się nawet sama przed sobą do pogańskiego światopoglądu. A teraz przede wszystkim zmienił się mój sposób postrzegania zmian ;) Zaczęło się od takich drobiazgów. Wróciłam do naturalnego koloru, zapuściłam włosy i całkiem niedawno zaczęłam nosić warkocze, zwykłe i dobierane, w różnych wariantach, w jakich uda mi się je stworzyć. Zmieniłam sposób malowania się, popielate cienie zamieniłam na cieliste, bronzer na róż, dodałam eyeliner i odkryłam, że mój typ urody wcale nie jest "mysi", ale typowo słowiański. Polubiłam swoje odbicie w lustrze i nawet już nie pamiętam połowy swoich kompleksów :) Jako, że wszystko co dzieje się w naszym życiu jest jednocześnie skutkiem czegoś i przyczyną czegoś innego, dzięki tym drobiazgom widzę teraz jak zmieniam się wewnętrznie. Częściej chodzę uśmiechnięta, a moja chorobliwa nieśmiałość ujawnia się już tylko w skrajnych przypadkach. Jestem bardziej pewna siebie, wyzbyłam się strachu przed tym, że ktoś "lepszy" zajmie kiedyś moje miejsce w sercu Dominika. Swojego czasu byłam bardzo zazdrosna, a za tym wszystkim krył się ogromny strach przed konfrontacją z jakąkolwiek osobą, od której mogłabym okazać się gorsza. Tymczasem zaakceptowanie i poznanie jego koleżanek ze studiów, choć początkowo tak przerażało, okazało się bardzo pozytywnym doświadczeniem, a ja czuję się silniejsza i bogatsza o poznanie kolejnych wartościowych ludzi. Ostatnio bardziej pozytywnie odbieram swoje życie i jestem otwarta na zmiany, które są potrzebne i które tak naprawdę teraz dopiero kształtują moją prawdziwą osobowość. Myślę, że teraz właśnie przyszedł czas na największa, najbardziej radykalną zmianę w moim światopoglądzie i stylu życia. Natrafiłam ostatnio na kilka artykułów, które wstrząsnęły moim światopoglądem. Tak mi się zdawało. Po przemyśleniu jednak uświadomiłam sobie, że wnioski, do których doszłam wynikają bezpośrednio z innych moich poglądów. Przede wszystkim jest to negacja antropocentryzmu. Uważam i gdzieś w głębi zawsze uważałam, że człowiek nie jest najważniejszy we wszechświecie, że nie jest i wręcz nie może być jego panem. Jest równie ważny jak zwierzęta i cała przyroda, jest zaledwie częścią większej całości. Tak, to pogański światopogląd, lecz był mi bliski już zanim w ogóle dowiedziałam się o czymś takim jak neopogaństwo. Jakoś pod koniec szkoły podstawowej zapragnęłam zostać wegetarianką. Brzydziło mnie mięso, niejednokrotnie płakałam nad talerzem i mówiłam, że nie jadam przyjaciół. Rodzice jednak, bardziej groźbą niż prośbą, dopilnowali, aby przestrzegała "prawidłowej" diety. Z czasem odpuściłam, przyzwyczaiłam się, zapomniałam i w końcu nawet polubiłam część mięsnych potraw, których - przyznaję - będzie mi trochę szkoda. Mam nadzieję, że tylko przez jakiś czas. Teraz na nowo otworzyły mi się oczy i na szczęście nie jestem już podatną na manipulację nastolatką. Wybieram wegetarianizm. Wiem, że nie mogę jeszcze powiedzieć o sobie, że "jestem wegetarianką", jednak wolę to niż powiedzieć, że nią zostanę w od jutra, które zawsze można przesunąć na kolejne "jutro". Powody? Etyczne, ideologiczne, ekologiczne, ekonomiczne, zdrowotne. Będę o tym pisać od czasu do czasu, żeby ci, którzy czytają tego bloga, mogli zrozumieć mój światopogląd, moje decyzje i ich motywy. Kiedy jest zrozumienie, pojawia się akceptacja i nie ma krytyki. A do zrozumienia wystarczy czasem tylko trochę wiedzy. A zatem od dziś nie jem mięsa. Będzie trudno, nie tyle ze względu na moją silną wolę, co na ludzi, którzy na co dzień mnie otaczają. Ale jestem dorosła i najwyższy czas brać odpowiedzialność, także etyczną, za swoje życie. Mogę żyć na przekór innym, ale muszę w zgodzie z własnym sumieniem. Trzymajcie kciuki :) |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Charytatywnie
Ekologicznie
Literackie
Odwiedzane blogi
Pogaństwo i magia
Sklepy internetowe - rękodzieło
Tu kupisz moje prace
Wegetariańskie
|